środa, 25 grudnia 2024

Koniec lata na bieszczadzkich połoninach, czyli ostatnie spotkanie z "tamtą" Chatką Puchatka

Pod koniec września 2022 roku lokalne media (m.in. rzeszowskie "Nowiny") doniosły o zmierzającym ku końcowi procesom administracyjnym w ramach odbiorów słynnej bieszczadzkiej "Chatki Puchatka" w nowej postaci. Dawna "Chatka Puchatka", znana kilku pokoleniom bieszczadzkich wędrowców, definitywnie zniknęła z krajobrazu Połoniny Wetlińskiej w 2020 roku. W czasie naszych bieszczadzkich wędrówek kilkukrotnie mieliśmy okazję odwiedzać to wyjątkowe miejsce, postanowiliśmy więc sięgnąć do archiwum i sprawdzić, kiedy po raz ostatni widzieliśmy Chatkę w jej, by tak rzec, tradycyjnej postaci, dzięki której stała się jednym z symboli całych Bieszczadów. Czy też nawet szerzej - symbolem pewnego, ginącego już częstokroć, niekomercyjnego sposobu myślenia o górach i wędrowania po nich.

Okazało się, że było to stosunkowo niedawno, bo późnym latem 2018 roku. Spędziliśmy wówczas w Bieszczadach nieco ponad tydzień, m.in. wędrując z Ustrzyk Górnych obiema połoninami aż po Smerek. Był ciepły słoneczny wrześniowy dzień, przy Chatce urządziliśmy sobie przerwę kawową...; nie pamiętam już, czy w tamtej chwili mieliśmy świadomość, że nad schroniskiem zbierają się ciemne chmury i że powoli jego historia w dotychczasowej formie się kończy... Zapraszamy na wspomnieniową fotorelację z ostatniego spotkania z "Chatką Puchatka" na bieszczadzkiej połoninie.

 

Chatka Puchatka
Chatka Puchatka - ostatnie spotkanie

Trasa: Ustrzyki Górne - Połonina Caryńska - Brzegi Górne - Połonina Wetlińska - Schronisko PTTK Chatka Puchatka - Osadzki Wierch - Przełęcz M. Orłowicza - Smerek - Przełęcz M. Orłowicza - Wetlina, wejście do Parku Narodowego - Wetlina Stare Sioło

środa, 26 października 2022

Góry Sowie czy Iłowskie, czyli jak Sowa Sową została

Przyłączenie Kresów Zachodnich do Polski po II wojnie światowej stworzyło konieczność opracowania nazewnictwa dla wszystkich jednostek geograficznych tam występujących i nie zawsze był to proces szybki, tudzież niebudzący wątpliwości. Tak też czasem bywało w przypadku poszczególnych punktów na mapie Sudetów.

Góry Sowie zimą
Góry Sowie zimą, rozdroże między Sowami

 

I tak na przykład, jeszcze w latach 60. XX wieku Antoni Gaweł, piszący na łamach specjalistycznego rocznika "Wierchy", zastanawiał się nad właściwą nazwą dla Gór Sowich. Autor omawia metodę płukania kruszców w rejonie kopalni „Na kunsztach” i przypomina niezmiernie ciekawy szczegół, który rzuca nowe światło na nazewnictwo pięknych gór położonych między Wałbrzychem a Ziemią Kłodzką.

poniedziałek, 24 października 2022

Zapomniane nazwy dolnośląskich szlaków drogowych

Lektura starych map, przewodników, a nawet druków ulotnych nierzadko stanowi źródło bardzo ciekawych informacji krajoznawczych. Nie inaczej było w przypadku wydanej w latach siedemdziesiątych XX wieku "Mapy samochodowo-krajoznawczej województwa wrocławskiego" (PPWK 1972), treść której dostarcza nam interesujących wiadomości dotyczących nazewnictwa głównych tras drogowych na terenie Dolnego Śląska.

Droga krajowa nr 3 w Radomierzu z pięknym widokiem na pasmo Karkonoszy, w tym Śnieżne Kołty
Droga krajowa nr 3 (fragment "Łuku Sudeckiego") w Radomierzu
z pięknym widokiem na pasmo Karkonoszy, w tym Śnieżne Kotły

sobota, 22 października 2022

Piękne kolory jesieni w Górach Sowich

Jesienne Sudety to kwintesencja magicznej palety kolorów, jaką ujrzeć możemy w polskich lasach o tej porze roku. Buczyna stopniowo odchodzi od zieleni, prezentując się w różnorodnych szatach od żółci po brąz, a dorodne świerki pozostają na straży podstawowej leśnej barwy. Wciąż jeszcze ciepłe słoneczko podkreśla światłem i cieniem tę przepyszną grę kolorów.

Ścieżka z Walimia na Jelenią Polanę
 

W pewną październikową niedzielę wybraliśmy się w Góry Sowie, by nacieszyć nasz stęskniony wzrok tym estetycznym majstersztykiem :) 

piątek, 21 października 2022

XLIX Maraton Pieszy im. Andrzeja Zboińskiego - nasza fotorelacja

Tegoroczny, 49. już Maraton Kampinoski im. Andrzeja Zboińskiego odbył się w dniach 1-2 października, a my tradycyjnie już wystartowaliśmy na dziennym dystansie 50 kilometrów, rozpoczynając marsz w niedzielę o godz. 8 rano. Pogoda była wyśmienita, nie za ciepło, nie za chłodno i sporo słońca. Trasa tym razem zaczynała się i kończyła w Izabelinie (polana Jakubów), przechodząc przez sporo ciekawych miejsc we wschodniej części puszczy. Osiągnięty przez nas czas (10 godz. 25 min) nie należy co prawda do naszych kampinoskich rekordów, ale bywało też gorzej ;) Zapraszamy do obejrzenia krótkiej fotorelacji z trasy A.D. 2022! 

 

Okolice dawnej wsi Ławy

No i do zobaczenia za rok na wielkim jubileuszu tej świetnej imprezy! To będzie już 50 lat jesiennego maszerowania na kampinoskim szlaku :) 

niedziela, 10 stycznia 2021

O rysiach w Puszczy Kampinoskiej

Puszcza Kampinoska, za sprawą pracowników parku narodowego, stała się domem nie tylko dla łosiów, z których słynie, lecz również dla rysiów, o czym mało kto wie. Ciekawe informacje o programie reintrodukcji tych wspaniałych kotów do Kampinosu (i nie tylko o tym) przynosi noworoczne wydanie (5 I 2021 r.) Tygodnika Solidarność: poniżej przytaczamy fragmenty rozmowy z jednym ze strażników parku.

Gdzieś w tej kniei czają się kampinoskie rysie
Gdzieś w tej kniei czają się kampinoskie rysie (na fot. okolice Sierakowa)


Kampinoskie rysie biegają po polskich lasach

Pierwszy ryś introdukowany w Kampinoskim Parku Narodowym nazywał się Spencer i po wypuszczeniu bardzo rozrabiał. Mieliśmy z nim problemy, ponieważ lubił chodzić na łatwy żer i zamist polować na zwierzynę leśną, wybierał kurniki okolicznych rolników, a że miał wcześniej styczność z ludźmi, więc aż tak bardzo siedzib ludzkich się nie bał. Wielokrotnie odławialiśmy go w okolicach kurniów i wypuszczaliśmy w leśnych ostępach, ale on uparcie do nich wracał. W końcu wylądował w wolierze jako partner dla samic, ponieważ  szkody, które wyrządzał, zbyt dużo nas kosztowały.

Przypuszcza się, że na terenie parku przebywa od jednego do dwóch kocurów i od trzech do pięciu kocic. To są oczywiście szacunki, ponieważ są to zwierzęta bardzo skryte i przemieszczające się na znaczne odległości. Rysie w przeciwieństwie do wilków są samotnikami i zajmują znaczne areały, samce mają większe rewiry niż samice. Przyjmuje się, że na jednego samca przypada do trzech samic. Na wiosnę, gdy młode przychodzą na świat, jest ich więcej, jednak młodzież później odchodzi i zostaje około pięciu sztuk. Nie jesteśmy w stanie określić, jak populacja wilków wpływa na liczebność rysi.

Kampinoskie młode rysie migrują niekiedy całkiem daleko. Kiedy zakładaliśmy im obroże telemetryczne, to okazało się, że niektóre osobniki dochodziły aż do Borów Tucholskich. Naszymi rysiami zasiedliliśmy kawał Polski.

[oprac. na podstawie wypowiedzi Romana Szymańskiego, starszego strażnika KPN; Tygodnik Solidarność, nr 1, 5 I 2021]

czwartek, 7 stycznia 2021

Ostatnia taka zima w Kampinosie

Pojawiające się w ostatnich dniach doniesienia o nadciągającej "bestii ze wschodu" (w kontekście mroźnej i śnieżnej zimy) skłoniły nas do zastanowienia, kiedy ostatnio widzieliśmy śnieg w Puszczy Kampinoskiej. Jako że nie doszliśmy do porozumienia, otworzyliśmy archiwum fotograficzne i okazało się, że po raz ostatni kilkucentymetrową warstwę śniegu obserwowaliśmy w naszej ulubionej puszczy na przełomie stycznia i lutego 2019 roku! Ubiegłoroczny sezon (2019/2020) był zupełnie bezśnieżny, a przynajmniej nam nie udało się natrafić na ślady białego puchu, mimo niejednej próby. Tak więc dziś zapraszamy na wspomnienie ostatniej takiej (czyli prawdziwie śnieżnej) zimy w Kampinosie.

Śnieżna zima w Kampinosie
Śnieżna zima w Kampinosie, 26 I 2019 r.

Był piątek, 25 stycznia 2019 roku. Właśnie przyjechaliśmy do Warszawy w celach służbowych i już w ciągu dnia obserwowaliśmy dość obfite opady śniegu w centrum miasta przy niewielkim, lecz stabilnym mrozie. Choć na sobotę mieliśmy inne plany, uznaliśmy, że nie wolno nam przepuścić szansy na wycieczkę po Puszczy Kampinoskiej, pięknie udekorowanej świeżym białym puchem. Jak pomyśleliśmy, tak też uczyniliśmy, a fotorelację z tej kilkugodzinnej wyprawy zamieszczamy poniżej. Nie ma co kryć, Kampinos w bieli podoba nam się najbardziej! Czy bestia ze wschodu pozwoli nam niebawem odświeżyć wspomnienia również na żywo??

Trasa: Truskaw - Truskawska Droga - Zaborów Leśny - Wyględy Górne - Ławy - Pod Dębową Górą - Wierszowska Droga - cmentarz i pomnik w Wierszach - Mogiła Powstańców 1863 r. - Zaborów Leśny - Truskawska Droga - Truskaw

środa, 6 stycznia 2021

Arktyczna sceneria na Trójgarbie

Kilka lat temu mieliśmy już okazję odwiedzić charakterystyczny Trójgarb w ramach dłuższej wycieczki po Górach Wałbrzyskich. Mimo iż rajd ten odbywaliśmy w lutym, na trasie panowały właściwie jesienne warunki, a co najważniejsze - na szczycie Trójgarbu nie było jeszcze wówczas wieży widokowej (oddanej do użytku 29 XII 2018 r. na pamiątkę setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości). W grudniu 2020 r. nadarzyła się okazja do ponownej wizyty na Trójgarbie, który wydał się nam w tym momencie niejako zupełnie nowym, nieznanym miejscem nie tylko z powodu obecności wieży (którą ujrzeliśmy po raz pierwszy "na żywo"), lecz także ze względu na niezwykłą scenerię, którą nań zastaliśmy.

Arktyczna sceneria na wieży na Trójgarbie
Arktyczna sceneria na wieży na Trójgarbie


Otóż, ciekawy zbieg warunków termicznych, dużej wilgotności i silnego wiatru spowodował, że na szczycie Trójgarbu oraz jego okolicach zapanowała iście "arktyczna" atmosfera, choć u jego podnóża i w okolicznych dolinach wciąż panowała jesień. Zwłaszcza ów przenikliwy wiatr dał nam się we znaki - wystarczyła chwila bez rękawic, by dosłownie stracić czucie w palcach, mimo braku silnego mrozu. Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z tego interesującego spotkania z Trójgarbem.

Trasa: Lubomin - ruiny bacówki pod "Trójgarbem" - skrzyżowanie pod Trójgarbem - droga "Tarcie Chrzanu" - Trójgarb - Przełęcz pod Trójgarbem - skrzyżowanie szlaków, skąd kierujemy się na południe drogą "Tarcie Chrzanu" - droga "Tarcie Chrzanu" - skrzyżowanie pod Trójgarbem - Lubomin

Wielka i Mała Sowa zatopione we mgle

Góry Sowie to częsty cel naszych wędrówek, przeżyliśmy tu mnóstwo pięknych chwil, po których pozostał ocean wspomnień, zjedliśmy tony malin, jeżyn i grzybów zebranych w Sowich; to tu wreszcie, w Sowich, wiele wiele lat temu złapaliśmy nasze pierwsze w życiu kleszcze 😀 Nic więc dziwnego, że wracamy tu zawsze, gdy jesteśmy gdzieś w pobliżu. Tak też zdarzyło się tuż przed świętami Bożego Narodzenia 2020 r., gdy wybraliśmy się na spacer na Małą i Wielką Sowę, ruszając z Przełęczy Sokolej. Na całej trasie towarzyszyła nam gęsta mgła, która tworzyła specyficzny nastrój ciszy i tajemniczości. Zapraszamy na fotorelację z tej przedświątecznej wycieczki.

Wielka Sowa we mgle
Wielka Sowa we mgle
 

Trasa: Przełęcz Sokola - Jelenia Polana - Mała Sowa - Rozdroże między Sowami - Wielka Sowa - schronisko "Sowa" - Rozdroże nad Sokolcem - Przełęcz Sokola - okolice schroniska "Orzeł"

wtorek, 5 stycznia 2021

Stromiec: stateczny dżentelmen w Górach Kaczawskich

W grudniu 2020 roku mieliśmy okazję spędzić sporo czasu w okolicach Jeleniej Góry. Czwartek, 17 grudnia przywitał nas pięknym słońcem, zatem korzystając z wolnego dnia w pracy, postanowiliśmy udać się na spacer na Stromiec. Kilka miesięcy temu opisaliśmy przykładową trasę dojścia na Stromiec z jeleniogórskiego osiedla Zabobrze, jednak wówczas szczyt ten był tylko jednym z kilku punktów całodniowego rajdu po Górach Kaczawskich i nie mieliśmy zbyt wiele czasu, by spędzić na nim choć parę chwil. Przepiękna końcowka jesieni skłoniła nas do powrotu na Stromiec, który tym razem stanowił podstawowy cel wędrówki.

Stromiec na tle pasma Karkonoszy, widok spod podnóża Chrośnickich Kop
Stromiec na tle pasma Karkonoszy, widok spod podnóża Chrośnickich Kop
 

Prowadzący na wierzchołek Stromca szlak żółty (istnieje od niedawna, wiedzie południowym zboczem) to jedna z najkrótszych znakowanych tras w całych Sudetach. Choć Stromiec to jeden z najbardziej charakterystycznych sudeckich "stożków", sam jego wierzchołek jest zaskakująco "wypłaszczony", a jego kulminacja ciągnie się na odcinku kilkudziesięciu metrów. Stromiec to także bardzo ciekawe formacje skalne, zlokalizowane tuż pod wierzchołkiem, niezwykle strome północne zbocze (prawie jak na Lackowej 😃), a także kilka przecinek z widokiem na fragment Karkonoszy i dostrzegalne gołym okiem ślady dawnej infrastruktury turystycznej (przekazy mówią m.in. o wieży widokowej). Zapraszamy na Stromiec i jego najbliższe okolice!

poniedziałek, 23 listopada 2020

Za kulisami wędrówek: Jeszcze lżejsza przyjemność

Czekolada Wedla (bez względu na to, kto w danym momencie był właścicielem tej firmy) towarzyszyła nam na naszych wędrownych szlakach od zawsze. Czy to klasyczna gorzka, czy to mleczna, była niezawodnym źródłem energii, zwłaszcza zimą, gdy śnieg sięgał nam po kolana, albo i po uda :) Tradycją było też to, że tabliczka czekolady ważyła 100 gramów - wartość ta pozostawała niezmienna przez dziesięciolecia i można było użyć jej jako odważnika, niczym walca z Sevres. Jakież zatem było nasze zdziwienie, gdy kilka dni temu sięgnęliśmy w sklepie po tabliczkę gorzkiej czekolady Wedla w "nowym opakowaniu" i spostrzegliśmy, że w środku znajduje się zaledwie 90 gramów tego produktu. To samo dotyczyło czekolady mlecznej.

czekolada wedel gorzka 90 g
fot. wedel.pl

czekolada wedel mleczna 90 g
fot. wedel.pl

Jesteśmy w miarę świadomymi konsumentami i zjawisko downsizingu jest nam rzecz jasna znane. Zdajemy sobie sprawę, że jest ono powszechnie stosowane przez firmy z różnych branż, nie tylko na polskim rynku. Sam Wedel też od dawna je stosował - dość wspomnieć słynne Ptasie mleczko, które dawniej ważyło 500 g, w ostatnich latach 380 g, a wersja A.D. 2020 to już tylko 360 g mleczno-waniliowej pianki. Hasło marketingowe Wedla "Jeszcze lżejsza przyjemność!" brzmi w tym kontekście wyjątkowo kuriozalnie.

Wedel: jeszcze lżejsza przyjemność
Wedel: jeszcze lżejsza przyjemność. Było 380 g, jest 360 g; fot. wedel.pl

Wszystkie te marketingowe sztuczki (czy też robienie klientów w wała, jak chcą niektórzy) przez dekady omijały jednak pewne "świętości", jak np. to, że tabliczka czekolady = 100 g. A przynajmniej tabliczka wedlowskiej czekolady. Jak się okazuje, we współczesnym biznesie świętości nie ma i czekolada wedlowska również nie jest już taką, jaką była "od zawsze". Wzorzec z Serves został naruszony. Co to oznacza dla nas? Podczas nadchodzącej zimy do plecaków zapakujemy gorzką czekoladę innej firmy. Wszak consuetudo altera natura est, tabliczka czekolady musi ważyć 100 g. Ni mniej, ni więcej.

wtorek, 3 listopada 2020

Radziejowa, Niemcowa i sądeckie legendy

Końcówkę lata 2019 roku spędzaliśmy m.in. w Beskidzie Sądeckim, urządziwszy sobie bazę w Krynicy-Zdroju. Jednym z celów naszego pobytu miała być - jak to mawiają - królowa Beskidu Sądeckiego, czyli Radziejowa (1262 m n.p.m.). To nasza "stara znajoma"; tak o niej myśleliśmy od czasu zimowych wakacji kilka lat wcześniej, gdy wędrowaliśmy z Piwnicznej przez Jaśkową Pościel, Niemcową, Trześniowy Groń, Wielkiego Rogacza aż po Przełęcz Obidza. Wówczas niewiele zabrakło, by starczyło nam dnia również na niespodziewaną wizytę na Radziejowej, jednak woleliśmy nie kusić losu, rzucając górom nierozsądne "wyzwanie" w środku śnieżnej zimy. Tym razem królowa Beskidu była głównym celem naszej wyprawy i tak ją zaplanowaliśmy, by cel ów niezawodnie osiągnąć, a jeśli udałoby się coś więcej, to tym lepiej.

Przysiółek Poczekaj pod Niemcową
Przysiółek Poczekaj pod Niemcową


Trasa: Piwniczna-Zdrój - Kamienny Groń - Niemcowa / Trześniowy Groń (węzeł szlaków) - Międzyradziejówki - Wielki Rogacz - Przełęcz Żłobki - Radziejowa - Wielki Rogacz - Niemcowa / Trześniowy Groń (węzeł szlaków) - Niemcowa - Szkoła nad obłokami - Poczekaj - Chatka babci Nowakowej - powrót tą samą trasą do: Niemcowa / Trześniowy Groń (węzeł szlaków) - Kamienny Groń - Piwniczna-Zdrój


sobota, 31 października 2020

Rezerwat "Las Klasztorny" pod Leżajskiem

Rezerwat "Las Klasztorny", położony ok. 2 kilometry od północnych granic Leżajska, to prawdopodobnie jeden z najmniejszych leśnych rezerwatów przyrody w naszym kraju. Zajmuje powierzchnię 39,49 hektara, a założony został w 1953 roku. Stanowi on fragment lasu mieszanego o cechach zespołu naturalnego dawnej Puszczy Sandomierskiej. Na terenie rezerwatu znajdziemy obszary lasu mieszanego z przewagą sosny oraz fragmenty z przewagą buka, a także kilka drzew pomnikowych. Ochroną ścisłą objęte zostały następujące gatunki roślin: zimoziół północny, konwalia majowa, wawrzynek wilczełyko oraz lilia złotogłów.

Rezerwat Las Klasztorny Leżajsk

piątek, 30 października 2020

Mały wędrowiec debiutuje na Szybowcowej

Nie mogło być inaczej. Gdy wiosną 2020 roku dołączył do nas mały wędrowiec, było dla nas oczywiste, że prędzej czy później (ze wskazaniem na 'prędzej') wyruszy on z nami na swoją pierwszą pieszą górską wyprawę. Swoistą rozgrzewką dla małego wędrowca (i testem dla naszej sprawności logistycznej) były dwa lipcowe kilkugodzinne spacery po ogrodzie botanicznym PAN w Powsinie - młodzieniec nie miał wówczas jeszcze nawet dwóch miesięcy. Jako że letnie przechadzki pośród róż zniósł doskonale, górski debiut zaplanowaliśmy na początek września, a nasz wybór padł na Górę Szybowcową w pasmie Gór Kaczawskich.

Góra Szybowcowa zdobyta, 3 IX 2020 r.
Góra Szybowcowa zdobyta, 3 IX 2020 r.

środa, 21 października 2020

Maraton pieszy w Puszczy Kampinoskiej 2020

Igrzyska olimpijskie w Tokio, planowane na 2020 rok, zostały odwołane, mistrzostwa Europy w piłce nożnej również, lecz XLVII Maraton pieszy im. Andrzeja Zboińskiego w Puszczy Kampinoskiej odbył się niezawodnie, tradycyjnie w pierwszej połowie października (3-4 X). Wystartowaliśmy w nim po raz trzeci (relacja z naszego debiutu w 2018 roku --> tutaj), wybierając dystans 50 kilometrów. Pogoda przez większość część trasy wspaniała, choć gdzieś ok. 30. kilometra rozpętała się krótka, acz potężna ulewa z piorunami.

Maraton kampinoski 2020, okolice Zaborowa tuż przed burzą
Maraton kampinoski 2020, okolice Zaborowa tuż przed burzą

Jakimś trudnym wręcz do pomyślenia cudem było to, że przechodziliśmy akurat wówczas przez miejscowość Zaborów i przed największym deszczem schroniliśmy się pod wiatą przystankową. To się nazywa fart! Zapraszamy na krótką fotorelację z 47. edycji jednej z najstarszych w Polsce cyklicznych imprez sportowo-krajoznawczych.

czwartek, 8 października 2020

Łysa Góra w Górach Kaczawskich - z wizytą u starej znajomej

Łysą Górę (707 lub 711 m n.p.m.), położoną w Grzbiecie Południowym Gór Kaczawskich, obserwowaliśmy od lat dziecięcych. Była ona wówczas dla nas po prostu mało "atrakcyjną" sąsiadką o wiele popularniejszej w okolicy Szybowcowej Góry. W latach 90. XX wieku wierzchołek Łysej Góry został wykorzystany przez operatorów sieci komórkowych do posadowienia nań nadajników i odtąd Łysa stała się widoczna również nocą, dzięki czerwonym lampkom migoczącym na wieżach GSM.

Łysa Góra w Górach Kaczawskich - wierzchołek
Łysa Góra w Górach Kaczawskich


piątek, 28 sierpnia 2020

Most i zapora na Jeziorze Pilchowickim - dziedzictwo myśli technicznej na Śląsku

Most kolejowy nad Jeziorem Pilchowickim w 114. roku swojego istnienia niespodziewanie stał się bohaterem zbiorowej świadomości i przedmiotem ogólnopolskiego zainteresowania. Zawdzięcza to pierwotnie pogłoskom, z czasem nabierającym charakteru coraz lepiej potwierdzonych informacji, o planowanym wysadzeniu "fragmentu" konstrukcji na potrzeby produkcji filmu "Mission Impossible" z Tomem Cruisem w roli głównej. Wiele w ostatnich tygodniach napisano i powiedziano w tej sprawie, my zabierając głos w tej dyskusji chcielibyśmy odstąpić od publicystyki, a raczej spojrzeć na pilchowicką budowlę w ponadczasowym kontekście kulturowym i historycznym, wolnym od bieżącego emocjonalnego rozedrgania. Ilustracje w artykule wykonaliśmy podczas spaceru 6 sierpnia 2020 r.

Most kolejowy na Jeziorze Pilchowickim
Most kolejowy na Jeziorze Pilchowickim

Budowa kolei Jelenia Góra - Wleń (w polskich materiałach często zwanej Koleją Doliny Bobru), bo na tym właśnie szlaku położony jest most, była planowana od lat 80. XIX wieku, jednak z uwagi na szacowane bardzo wysokie koszty budowy w terenie górskim, odrzucano ją zarówno na szczeblu państwowym, jak i przez prywatne spółki kolejowe. Punktem zwrotnym okazała się powódź stulecia, która spustoszyła Śląsk w 1897 roku. W ramach przeprowadzonych wówczas szerokich konsultacji społecznych podjęto decyzję m.in. dotyczącą regulacji doliny Bobru i budowy zapory w Pilchowicach. Co ciekawe, warunkiem budowy zapory i infrastruktury hydrologicznej było doprowadzenie do Pilchowic kolei, co miało zmniejszyć koszty transportu olbrzymiej ilości materiałów budowlanych. W 1904 roku Sejm Pruski przekazał subwencję w kwocie 4,6 mln marek, w ramach której powstać miało 18 kilometrów linii kolejowej Jelenia Góra - Wleń, w tym trzy tunele i trzy mosty.

środa, 19 sierpnia 2020

Góry Kaczawskie poza szlakiem: Chrośnickie Kopy, Grodzisko i Stromiec

Tegoroczne lato jest wyjątkowe - epidemia koronawirusa i spadek międzynarodowej mobilności (w tym zagranicznych wyjazdów urlopowych) naszego społeczeństwa spowodowały, że popularne górskie miejscowości i szlaki, oblężone przecież nawet w "normalnych" okolicznościach w sezonie wakacyjnym, dosłownie pękają w szwach. Kolejki do wejścia na Śnieżkę, Tarnicę, Giewont czy Rysy, iście wielkomiejski ruch na szlakach, wielogodzinne oczekiwanie pod wyciągami i horrendalne niekiedy ceny usług w "kurortach", w których można doświadczyć wielu wrażeń, ale na pewno nie zaznać spokoju i ukojenia na łonie natury... Wszystko to skłoniło nas do przyjrzenia się mapom, aby spróbować nakreślić trasę, która dałaby nam szansę na kilkugodzinny spacer w (względnej) samotności. - Czy to w ogóle możliwe w Kotlinie Jeleniogórskiej i jej okolicach? - pomyśleliśmy. Tak się bowiem złożyło, że choć na początku sierpnia 2020 r. zajechaliśmy do Jeleniej Góry w celach zupełnie nieturystycznych, to jednak ku naszej radości pojawiła się szansa na jeden wycieczkowy dzień. Karkonosze i Izery odrzuciliśmy "z definicji", a mieliśmy informacje z pierwszej ręki, że niemało ludzi buszuje w tym czasie również w Rudawach Janowickich. Pozostały nam zatem Góry Kaczawskie, które skądinąd bardzo lubimy.

Chrośnickie Kopy w Górach Kaczawskich
Chrośnickie Kopy w Górach Kaczawskich

środa, 12 sierpnia 2020

Szybowisko, czyli najładniejszy widok na Kotlinę Jeleniogórską

Góra Szybowcowa (560 m n.p.m.) uchodzi na najlepszy punkt widokowy na całą Kotlinę Jeleniogórską, która dumnie prezentuje się w tym miejscu na tle niemal całego pasma Karkonoszy i Rudaw Janowickich. Olbrzymią popularnością szczyt ten cieszy się właściwie przez cały rok, a swoistą kulminacją tej popularności jest sezon letni oraz noc sylwestrowa. Nic dziwnego, wszak pejzaże malują się stąd w istocie wyborne, a przy bardzo dobrej widoczności możemy wyraźnie dostrzec nie tylko zabudowania poszczególnych jeleniogórskich dzielnic, zabytkowe kościoły, rynek, zakłady przemysłowe itp., ale też np. trzy dyski obserwatorium meteorologicznego na Śnieżce, tudzież stację przekaźnikową na Śnieżych Kotłach (warto mieć przy sobie sprzęt optyczny, który ułatwi nam obserwacje). Spoglądając zaś w przeciwną stronę, w kierunku północnym, ujrzymy rozległą dolinę i ciągnącą się wzdłuż niej malowniczą wioskę Płoszczyna. Nad doliną naszej uwadze nie umkną z pewnością również Chrośnickie Kopy - pasmo sześciu zalesionych szczytów wznoszących się na wysokość od 517 do 662 m n.p.m.

Góra Szybowcowa - północne zbocze
Północne zbocze Góry Szybowcowej widziane znad Płoszczyny

Nadto, Góra Szybowcowa jest łatwo dostępna dla pieszych podążających od strony jeleniogórskiego osiedla Zabobrze (krótsza ścieżka prosto na szczyt przez łąki lub dłuższa przez przyjemny las), a na sam szczyt dojechać możemy również własnym samochodem, korzytając z drogi asfaltowej. Czeka tu na nas niewielka restauracja (zimne piwko po zdobyciu góry w upalny dzień to jest to!), a prócz kontemplowania górskich krajobrazów nierzadko możemy natrafić i podpatrywać tu trenujących paralotniarzy, przelatujące nad naszymi głowami szybowce i miłośników innych sportów powietrznych. Co więcej, jako jedna z niewielu szczytów Gór Kaczawskich, Góra Szybowcowa jest niezalesiona wokoło swojego wierzchołka, wręcz rozciągają się nań regularnie koszone przez aeroklub łąki, które zachęcają, by pozostać tu dłużej i spędzić czas w pozycji horyzontalnej.

Jak powiedzieliśmy, o Górze Szybowcowej słyszało wielu, wielu też spoglądało na Kotlinę Jeleniogórską z jej szczytu. Mało kto z kolei wie, że tuż obok niej (ok. 700 metrów na południowy zachód w linii prostej), znajduje się niemal bliźniacza góra (541 m n.p.m.) o nazwie Szybowisko (na niektórych mapach nazwą Szybowisko bywa również określane pasmo obu tych szczytów). Nie tak łatwo tu trafić, gdyż zwłaszcza latem prowadzące na nią ścieżki (odchodzące bezpośrednio od drogi asfaltowej wiodącej na Górę Szybowcową) bywają mocno zarośnięte, jednak warto podjąc ten trud, gdyż naszym zdaniem widok na Kotlinę Jeleniogórską jest stąd jeszcze lepszy, aniżeli z bardziej znanej "Szybowcówki". Przy dobrej widoczności panorama obejmuje nie tylko całe pasmo Karkonoszy, lecz także fragment Gór Izerskich. Wierzchołek Szybowiska nie jest w żaden sposób zagospodarowany (nie licząc jednej małej ławeczki), ale w zamian odnajdziemy tu ciszę i chwilę samotności, czego niekiedy próżno szukać na pobliskiej "siostrze".

Kotlina Jeleniogórska i pasmo Karkonoszy obserwowane z Szybowiska (541 m n.p.m.)
Kotlina Jeleniogórska i pasmo Karkonoszy
obserwowane z Szybowiska (541 m n.p.m.)


Poniżej kilka zdjęć ze spacerów odbytych po opisanych wyżej terenach 7 i 8 sierpnia 2020 r. Niestety, mimo bezchmurnego nieba widoczność była bardzo słaba na dalszych planach; no cóż, trafiliśmy akurat na wyjątkowo nieprzejrzyste powietrze, które spowiło krajobraz swoistą mgłą. Zapewniamy jednak, że nawet w nie do końca sprzyjących warunkach warto się tu wdrapać!

niedziela, 12 lipca 2020

Wszystkie kolory lata, czyli lipcowy spacer po ogrodzie botanicznym PAN w Powsinie

Ogród Botaniczny - Centrum Zachowania Różnorodności Biologicznej Polskiej Akademii Nauk w Powsinie to z pewnością jedno z najbardziej kolorowych (dosłownie) miejsc na mapie Warszawy i okolic. Największą dumą ogrodu jest Narodowa Kolekcja Odmian Uprawnych Róż i uzupełniający ją Ogród Testowy Nowych Odmian Róż, uruchomiony w 2018 roku (znajdziemy tu odmiany, które nie są jeszcze dostępne na rynku, oraz te, które są dostępne na rynku, ale nie dłużej niż 5 lat; wstęp do ogrodu testowego tylko z przewodnikiem). Powsińska Kolekcja założona została w 1998 roku i - jak informują władze placówki - jest największą kolekcją róż w Polsce i jedną z największych w Europie pod względem różnorodności odmian i gatunków. Hodowane są tu m.in. odmiany historyczne, znane przed II wojną światową, i wiele wiele innych, stanowiących element nie tylko biologicznej różnorodności, ale również kulturowego dziedzictwa człowieka. Nie da się bowiem ukryć, że kwiaty, a róże w szczególności, od zawsze towarzyszą człowiekowi w różnych jego życiowych aktywnościach, nierzadko będąc wręcz niezbędnym czynnikiem umożliwiającym dopełnienie określonych rytuałów społecznych czy religijnych.

Powsin ogród botaniczny PAN róże

Choć najbardziej intensywny okres kwitnienia powsińskich róż przypada na maj i czerwiec, my dotarliśmy tu dwukrotnie w lipcu (8 i 18 VII) i trzeba powiedzieć, że wciąż był to dobry moment, by niemalże utonąć w morzu kolorów pośród kwiatów róż i innych roślin hodowanych w ogrodzie. Zapraszamy zatem na fotograficzny spacer po powsińskiej placówce; podzieliliśmy go na cztery części:

  • róże
  • inne rośliny
  • pejzaże
  • portrety